Potarłem nosem o jej nosek. Uśmiechnęła się słodko.
- To jak jakaś scena z filmu. - Zaśmiałem się. - Dwoje ludzi mówi sobie, co do siebie czuje, a potem lądują w łóżku i..
- Pieprzą się. - Wzruszyła ramionami i zaśmiała się. Przytaknąłem i cmoknąłem ją w usta.- Przykro mi, ale na razie ze mną nie będziesz się pieprzyć.
- Masz rację.- uśmiechnąłem się do niej.- z tobą będę się kochać. Zarumieniła się lekko. Jej dłonie zjechały od mojego karku, na tors i brzuch. Palcami badała moją skórę. To było cholernie przyjemne. Przytaknąłem oczy i mruknąłem cicho. Leżała pode mną i wpatrywała się w moją twarz.
- Jesteś piękny. - Szepnęła z lekkim uśmieszkiem na ustach.
- Dziękuję.- mruknąłem. Tym razem to ona cmoknęła moje usta.- Chodźmy spać słońce.. Przytaknęła lekko głową. Opadłem ciałem po jej lewej stronie i przyciągnąłem jej drobne ciało do mojego torsu.
- Teraz jest ciepło. - Wtuliła się we mnie. - Dobranoc Harry. Cmoknąłem ją tylko w tył głowy i zasnąłem.
**
Poprawiłem garnitur po raz setny. Nie lubię wyglądać tak... Poważnie. Boże. Zaczynałem włosy do tyłu.
Kończąc kawę, wstawiłem kubek do zmywarki.
- Harry..- moja mama stała w progu i zadziornie się uśmiechała.
- Gdzie Alex?- jak ma zawołanie brunetka weszła do kuchni. Wyglądała pięknie. Ubrana jak księżniczka. Włosy lekko skręcone opadły na jej blade ramiona. Sukienka sięgała jej lekko powyżej kolan. Patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem i zarumonymi policzkami. Ruszyłem w jej stronę.
- Wiem, że zieleń to nie jest mój kolor, ale..- zrobiła pauze- chyba nie jest źle.
- Wyglądasz pięknie, słońce. - cmoknąłem ją w czoło.
- Powinniście już jechać..- Szepnęła moja mama z wielkim uśmiechem na ustach.
Przytaknąłem jej i wziąłem Alexandre za rękę. Na podjeździe stał mój samochód. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera i pomogłem wsiąść do auta.
- Musimy jechać jeszcze po Rose i Lou.. Nie mają samochód. - Powiedziała niebieskooka, gdy zająłem miejsce za kierownicą.
- Dwie godziny jazdy z White i Tomlinsonem.. Super.- mruknąłem.
- Kocham cię. - zaśmiała się Alex i pocałowała mój policzek. Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę domu Tomlinson'ów.
Lou i Rose już na nas czekali. On również miał ubrany garnitur i białą koszulę. Ro... Wyglądała jak nie Ro. Była ubrana słodko, ale w tym wszystkim wyglądała.. seksownie. Zawsze widywałem ją w dresach lub jeansach i jakiejś koszulce. Otrząsnąłem się z rozmyśleń kiedy drzwi mojego samochodu zatrzasnęły się.
- Hej misiaczki.- Głos szatynki rozbrzmiał w aucie.
- Siemka White.- mruknąłem, ruszając.
-A ty Styles, co taki wkurzony?- Lou cmoknął swoją siostrę w policzek i zajął miejsce.
- Nie wyspany.- wymusiłem uśmiech.. Jeszcze godzina i będziemy w Londynie....
Zaparkowałem pod małym kościołem. Stało po niem pełno ludzi.. Boże. Wysiadłem i podszedłem do brunetki. Objąłem ją w talii.
- Alex! Lou!- męski głos za nami zaczął nawoływać rodzeństwo.
- Tata!- Alex pisnęła cicho i odwróciła się. Za nami stał Pan Tomlinson w szarym garniturze i uśmiechał się. Moja ukochana wyswobodziła się z mojego uścisku i pobiegła do swojego ojca. Zaśmiałem się pod nosem. Takiej szczęśliwej jej jeszcze nie widziałem. Wpadła w ramiona swojego ojca, a on podniósł ją do góry i zrobił coś w stylu piruetu. Podszedłem do niech i patrzyłem jak się cieszą. To było.. uroczę.
- Tata.- podszedł Lou. David puścił Alexandre i przytulił swojego syna.
Z tego co wiem Alex i Lou ze swoim ojcem widują się dość rzadko.. Choć między naszym miastem, a Londynem jest tylko jakaś godzina drogi samochodem. Alex bardzo tęskni za tatą. Wiele razy to słyszałem. On był dla niej bliski ideału.. Razem z Louis'em chcieli mieszkać z nim, jednak sąd przy rozwodzie orzekł, że dzieci zostają z matką.. Teraz gdy patrzę na nich z boku, widzę, że sąd się pomylił. Oni przy ojcu promienieją. Więź jaka ich łączy.. To co łączyło mnie i mojego ojca przy tym jest niczym.
- Harry! Witaj kolego.- Pan David uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry.- odwzajemniłem uśmiech. Nawet nie wiem kiedy Alex przykleiła się do mojego boku.
- Tatusiu.. Chcę Ci powiedzieć, że Hazz i ja jesteśmy razem.- Brunetka uśmiechnęła się do mnie. Okej, czyli już jestem przedstawiony ojcu jako chłopak jego jedynej córeczki.. Jeżeli zrobi się afera jak w każdy amerykańskim filmie to chyba się zesram..
- Tak?- David obiegł mnie wzrokiem z poważnym wyrazem twarzy.. Kurde, to nie wygląda ciekawie..- To świetnie!- po chwili na jego ustach zarysował się uśmiech.. Uf.. mogę spać spokojnie.
*Alex*
Uroczystość była piękna! Boże, widząc wujka, który poważny stoi przed ołtarzem była.. dziwna. On zawsze był ten, który niczego, nigdy się nie boi. A tam był taki poważny, wystraszony.
Teraz jedziemy na wesele. Tato wepchał nam się do samochodu, bo do kościoła przyjechał taksówką. Harry dzielnie jechał znosząc docinki mojego brata i ojca. Widziałam, że trochę się denerwuje..
- Teraz w lewo Harry i jesteśmy na miejscu.- odezwał się ojciec. Loczek zaparkował na parkingu. Wysiedliśmy z samochodu, a Lou, Ro i Tato od razu poszli w stronę budynku. Podbiegłam do Hazz'a i zatrzymałam go.
- Nie wytrzymam.. Chcę wypaść dobrze przy twoim ojcu, ale on.. co chwile mi dogryza.. - mruknął. Wpiłam się w jego usta. Dzięki szpilką nie musiałam nawet stawać na palcach. Loczek natychmiast oddał pocałunek i objął mnie w talii. - Kocham cię słońce.- Mruknął pomiędzy pocałunkami.
- HARRY?!- czyjś piskliwy głos przerwał naszą słodką chwilę. Podeszła do nas blondyna, ubrana w długą, różową sukienkę. Z twarzy przypominała typową lalkę Barbie.- Harry, skarbusiu mój to ty!
- Co?- patrzyłam na Harry'ego. Nie jego twarzy było widać lekkie zdenerwowanie, odrazę i powagę.
- Alice.- warknął gardłowo.- Czego chcesz?
- Jak to kochanie? Nie odzywałeś się tyle czasu.. Tęskniłam z tobą.. I za twoim nocnym wcielenie,.- przegryzła dolną wargę.- A to kto? Nowa uległa?
- Co?- znów zerknęłam na Harry'ego. Teraz czegoś się bał.. Uległa.. Czyli Harry był jebanym dominantem?!
- Hej misiaczki.- Głos szatynki rozbrzmiał w aucie.
- Siemka White.- mruknąłem, ruszając.
-A ty Styles, co taki wkurzony?- Lou cmoknął swoją siostrę w policzek i zajął miejsce.
- Nie wyspany.- wymusiłem uśmiech.. Jeszcze godzina i będziemy w Londynie....
Zaparkowałem pod małym kościołem. Stało po niem pełno ludzi.. Boże. Wysiadłem i podszedłem do brunetki. Objąłem ją w talii.
- Alex! Lou!- męski głos za nami zaczął nawoływać rodzeństwo.
- Tata!- Alex pisnęła cicho i odwróciła się. Za nami stał Pan Tomlinson w szarym garniturze i uśmiechał się. Moja ukochana wyswobodziła się z mojego uścisku i pobiegła do swojego ojca. Zaśmiałem się pod nosem. Takiej szczęśliwej jej jeszcze nie widziałem. Wpadła w ramiona swojego ojca, a on podniósł ją do góry i zrobił coś w stylu piruetu. Podszedłem do niech i patrzyłem jak się cieszą. To było.. uroczę.
- Tata.- podszedł Lou. David puścił Alexandre i przytulił swojego syna.
Z tego co wiem Alex i Lou ze swoim ojcem widują się dość rzadko.. Choć między naszym miastem, a Londynem jest tylko jakaś godzina drogi samochodem. Alex bardzo tęskni za tatą. Wiele razy to słyszałem. On był dla niej bliski ideału.. Razem z Louis'em chcieli mieszkać z nim, jednak sąd przy rozwodzie orzekł, że dzieci zostają z matką.. Teraz gdy patrzę na nich z boku, widzę, że sąd się pomylił. Oni przy ojcu promienieją. Więź jaka ich łączy.. To co łączyło mnie i mojego ojca przy tym jest niczym.
- Harry! Witaj kolego.- Pan David uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry.- odwzajemniłem uśmiech. Nawet nie wiem kiedy Alex przykleiła się do mojego boku.
- Tatusiu.. Chcę Ci powiedzieć, że Hazz i ja jesteśmy razem.- Brunetka uśmiechnęła się do mnie. Okej, czyli już jestem przedstawiony ojcu jako chłopak jego jedynej córeczki.. Jeżeli zrobi się afera jak w każdy amerykańskim filmie to chyba się zesram..
- Tak?- David obiegł mnie wzrokiem z poważnym wyrazem twarzy.. Kurde, to nie wygląda ciekawie..- To świetnie!- po chwili na jego ustach zarysował się uśmiech.. Uf.. mogę spać spokojnie.
*Alex*
Uroczystość była piękna! Boże, widząc wujka, który poważny stoi przed ołtarzem była.. dziwna. On zawsze był ten, który niczego, nigdy się nie boi. A tam był taki poważny, wystraszony.
Teraz jedziemy na wesele. Tato wepchał nam się do samochodu, bo do kościoła przyjechał taksówką. Harry dzielnie jechał znosząc docinki mojego brata i ojca. Widziałam, że trochę się denerwuje..
- Teraz w lewo Harry i jesteśmy na miejscu.- odezwał się ojciec. Loczek zaparkował na parkingu. Wysiedliśmy z samochodu, a Lou, Ro i Tato od razu poszli w stronę budynku. Podbiegłam do Hazz'a i zatrzymałam go.
- Nie wytrzymam.. Chcę wypaść dobrze przy twoim ojcu, ale on.. co chwile mi dogryza.. - mruknął. Wpiłam się w jego usta. Dzięki szpilką nie musiałam nawet stawać na palcach. Loczek natychmiast oddał pocałunek i objął mnie w talii. - Kocham cię słońce.- Mruknął pomiędzy pocałunkami.
- HARRY?!- czyjś piskliwy głos przerwał naszą słodką chwilę. Podeszła do nas blondyna, ubrana w długą, różową sukienkę. Z twarzy przypominała typową lalkę Barbie.- Harry, skarbusiu mój to ty!
- Co?- patrzyłam na Harry'ego. Nie jego twarzy było widać lekkie zdenerwowanie, odrazę i powagę.
- Alice.- warknął gardłowo.- Czego chcesz?
- Jak to kochanie? Nie odzywałeś się tyle czasu.. Tęskniłam z tobą.. I za twoim nocnym wcielenie,.- przegryzła dolną wargę.- A to kto? Nowa uległa?
- Co?- znów zerknęłam na Harry'ego. Teraz czegoś się bał.. Uległa.. Czyli Harry był jebanym dominantem?!