- Co za słodkie powitanie. Czym sobie na nie zasłużyłam?- jej chłodne dłonie delikatnie masowały mój kark.
- Bardzo Cię kocham..- szepnąłem niepewnie i przytuliłem się do małej brunetki.
- Yhem. - wymowne chrząkniecie mojej mamy zniszczyło tą przyjemną chwilę- Miło Cię widzieć Alexandra'o.
- Dobry wieczór.. - Szepnęła niebieskooka piękność. Objąłem ją ramieniem.
-Mamuś, Alex będzie dzisiaj u mnie spała, dobrze? Została sama na noc w domu i trochę się boi..
- Okej.- uśmiechnęła się moja rodzicielka.- Alex, jeśli chcesz, mogę cię jutro uczesać. Rano.
- Będzie miło.- wyjąkała moja kruszynka z lekkim uśmiechem.- Dobranoc Pani Styles.
- Dobranoc kochani.- wziąłem Alex za rękę i zaprowadziłem do swojego pokoju. Dziewczyna rzuciła swoją torbę na fotel, a później podeszła do mnie i cmoknęła moje wargi. Uśmiech sam wkradł mi się na usta.
Po chwili namysłu wziąłem ją na ręce. Jej słodki, cichy pisk dobiegł do moich uszu.
- Księżyc odstaw mnie. Jestem ciężka. - Oparła głowę o mój obojczyk.
Usiadłem na łóżku z brunetką na kolanach. Oparła się policzkiem o jej głowę i zaciagnąłem się zapachem jej włosów. Jej ramiona objęły mój kark.
- Teraz mi cieplutko. - odezwała się, ziewając. Zaśmiałem się cicho.
- Przebieraj się szybko i idziemy spać.- cmoknąłem jej czoło. Oderwała się ode mnie.
- Mam się tu przebrać?- zapytała z zaskoczeniem.
- No a gdzie? Mama śpi na dole. - Przytaknęła niepewnie. Wstała z moich kolan i wyciągnęła z torby dresowe rybaczki i bluzkę na ramiączkach. Obserwowałem każdy jej ruch.
Powoli zsunęła trampki. Podwinęła trochę koszulkę i rozpięła spodnie. Równie powoli jak trampki zciągnęła z n nóg czarne jeansy. Odwróciła się do mnie bokiem i zarzuciła z siebie koszulkę. Skasowałem jej piękne ciało okręt tylko białą bielizną.
- Odwróć się w moją stronę.. - Szepnąłem cicho.. Spojrzała na mnie i niepewnie przytaknęła.
Mój przyjaciel dawał o sobie znać, gdy w moich bokserkach zrobiło się o wiele ciaśniej. Skasowałem jej piękne ciało wzrokiem. Moje spojrzenie zatrzymało się na jej płaskiem brzuszku i udach.
Najpierw myślałem, że mam schizy. Powoli wstałem i ruszyłem w stronę Alex. Ona stała i patrzyła w podłogę. Zatrzymałem się kilka centymetrów przed nią. Nie wierzyłem w to, co widzę. Moja ręką powędrowała do jej brzucha. Nie myliłem się.
Pod palcami poczułem chropowate wzgrubienia, które speciły jej idealną skórę. Tworzyły brzydkie, kańciaste wzory na jej ciele. Poczułem, jak w moich oczach zbierają się łzy.
- Słońce.. Co ty..- starałem się być twardy.. Ale po moich polikach zaczęły spływać łzy.
- Chciałam, żebyś wiedział.. I rozumiem, jeśli teraz się mną brzydzisz.
- Skarbie.. Dlaczego..- nie spojrzała na mnie. Uniosłem jej buzię tak, by patrzyła na mnie.
- Harry, dlaczego płaczesz?- jej małe dłonie objęły moja twarz i wywarły słoną ciecz z twarzy..
-Dlaczego sobie to robisz.. Kochanie..- złapałem jej rękę w ucałowałem wewnętrzną stronę jej dłoni.
- Kiedyś czułam się nie kochana.. A tak bardzo kochałam ciebie.. I.. Byłam beznadziejna.. Jestem beznadziejna..- pociągnęła noskiem.- Zrozumiem, jeśli teraz mnie zostawisz.. Jeśli się mną brzydzisz..
- Nie zostawię cię. Nawet tak nie mów.- wziąłem ją w objęcia.- nie rób tego więcej kochanie.. Bo zrobię to samo, słyszysz?
- Kocham cię Hazz.. - Wyszlochała..
- Chodź spać maluszku..- kolejny raz dziś wziąłem ją na rękę. Zaniosłem ją na łóżko i zacząłem ubierać.
Spojrzałem ostatni raz na jej brzuch. Czułem, jej wzrok na sobie. Pochyliłem się i ucałowałem jej blizny. Lekko zadrżała. Bolała mnie myśl, że taka piękna i mądra istotka jak ona robiła sobie krzywdę. To, że sprawiała sobie ból, bo czuła się beznadziejna, bo kochała mnie..
Naciągnąłem na nią koszulkę i położyłem się obok niej. Wtuliła się we mnie jak dziecko w maskotkę. Ona jest taka krucha i delikatna.
- Nie zrobię tego więcej..- spojrzała na mnie.- dopóki jestem z tobą nie zrobię tego..
- Słońce..- wypiłem się w jej usta. Musiałem je i delikatnie gryzłem jej dolną wargę.- Masz już więcej tego nie robić. Nigdy.
- Dlaczego?- chciała się ze mną droczyć. Na jej lekko opuchnięte usta wkradł się cwany uśmieszek.
- Bo cię kocham..- powiedziałem śmiertelnie poważe. Patrzyłem jej głęboko w oczy.
A ona połączyła nasze usta w delikatnym pocałunku. Gdy odezwałem się od niej i znów spojrzałem w jej cudne, niebieskie oczy usłyszałem odpowiedź na moje wyznanie.
- Ja Ciebie mocnej Księżyc...