Siedzieliśmy z Harry'm na werandzie mojego domu. Jest już dobrze po 21.. Ale to nie miło znaczenia. Oparta o jego bok i otulona jego ramieniem zaczęłam myśleć... Było mi tak dobrze. Harry był mój.. I.. chyba na prawdę coś do niego czuje. Ale czy on czuje cokolwiek do mnie? W ogóle co to jest miłość? Bo je chyba darzę go takim uczuciem.
Czy miłość jest wtedy, gdy jego szczęście jest dla mnie sto razy ważniejsze, niż moje własne? Że każdy jego uśmiech powoduje palpitację mojego serca. Czy mogę powiedzieć, że darzę go jakimś uczuciem, gdy słyszę moje imię z jego ust mam ciarki, a gdy mnie dotknie przechodzą mnie przyjemne dreszcze. Gdy jest niesamowicie blisko, to ledwo łapię powietrze. Gdy nasze usta łączą się mam huragan motyli w brzuchu i długo nie potrafię złapać oddechu. Jeżeli to wszystko znaczy, że go kocham, to mogę śmiało to powiedzieć. Kocham Go.
Ale czy on mnie kocha? Wiem, że nie był, nie jest i nie będzie święty. Wiele dziewczyn "przeszło" przez jego łóżko. Wiem, że wiele razy był na komisariacie policji, przez jakieś głupie wybryki. Był typowym imprezowiczem i wdał się w wiele bójek. Nie raz widziałam jego zmasakrowaną twarz. Wtedy zawsze pękało mi serce.. Miał wiele dziewczyn na jedną noc. A co jeśli ja jestem jedną z nich? Kolejną, naiwną dziewicą. Ehh..
Te myśli zaprzątały moją głowę. Bawiłam się rąbkiem koszuli Hazz'a, dopóki jego zachrypnięty głos nie wybudził mnie z rozmyślenia.
- O czym myślisz kochanie?
- Co?- spojrzałam na jego twarz, oświetloną jedynie małą lampką wiszącą na werandzie.
- O czym myślisz? Wiem, że o czymś na pewno. Zawsze wtedy marszczysz nos i bawisz się palcami.- przejechał kciukiem po moim nosie. Zarumieniłam się lekko.
- O niczym ważnym.- Wtuliłam się w jego bok.
- Powiedź..- pocałował mnie w czubek głowy..
- Innym razem.- podniosłam głowę do góry i uśmiechnęłam się do niego.
Musnął delikatnie moje wargi. Auto wjechało na nasz podjazd. Wysaidła z niego mama, a zaraz potem Lou o kulach.
- Cześć zakochani!- Krzyknął Tommo i uśmiechnął się promiennie.
- Louis'ek!- wstałam i pobiegłam do brata. Oparł się o samochód, a ja wpadłam w jego umięśnione ramiona, które już czekały na mnie otwarte.- Cieszę się, że jesteś już w domu.
- Nie było mnie tylko jeden dzień krasnalku.- zaśmiał się.- Zrobisz mi jakąś dobrą kolacje?
- Okej.- wyszczerzyłam ząbki, a brat cmoknął mnie w czoło.
- Alexandra'o nie sądzisz, że jest już późno i zimno? Czemu siedzisz ze swoim przyjacielem na ganku?- odezwała się moja mama.
- Hazz jest moim chłopakiem mamo.- odezwałam się cicho.Loczek podszedł do mnie i wtulił się w moje plecy.
- Och.. Nie wiedziałam. - chyba chciała się uśmiechnąć, ale zamiast tego wyszedł jej jakiś dziwny grymas.- Więc może zostaniesz na kolacji Harry?
- Bardzo chętnie, ale myślę, że już pojadę.
- Co? Niee..- jęknęłam cicho.
- Zobaczymy się jutro słoneczko.- muskał delikatnie moje usta swoimi malinowymi wargami.
- To my wam nie przeszkadzamy. Alex przyjdź zaraz, dobrze?
Przytaknęłam. Lou jakoś wdrapał się na te cztery schody i zniknął za drzwiami naszego domu tak jak mama.- Nie chce, żebyś jechał.- zrobiłam smutną minkę w stronę Styles'a, a on cicho się zaśmiał.
- Może na następny tydzień będziesz spała u mnie?- gdy już chciałam przytaknąć dodał.- Nie.. Twój wujek się żeni.
Mruknęłam cicho. Eh..
- Idziesz ze mną prawda?- przytaknął.- Mam nową sukienkę.- uśmiechnęłam się do niego.
- Nie idziesz w tej, którą razem kupiliśmy?- zaprzeczyłam ruchem głowy.- A jak wygląda ta nowa?
- Zobaczysz za tydzień.- cmoknęłam go w policzek.- Jedź już..
- Zadzwonię później.- wpił się w moje usta. Objęłam jego kark ramionami. Boże, kocham smak jego ust. Oderwał się ode mnie zdecydowanie za szybko.- Pa Kotku.
- Cześć.- Patrzyłam jak odjeżdża, puki jego samochód nie zniknął z mojego pola widzenia. Wbiegłam do domu.
Mama i Louis siedzieli w kuchni.
- No to co na kolacje? Gofry?- otworzyłam lodówkę.
- Alex nie sądzisz, że Harry Styles to nie chłopak dla Ciebie?- odezwała się moja mama, a ja zamarłam.



