Jest środa. Kurde za dwa dni koniec roku szkolnego. A w sobotę ślub wujka Luke.
Harry nie odzywał się do mnie od niedzieli.. Nie było go w szkole. Gdy do niego dzwoniłam powiedział mi tylko, że wszystko jest okej i mam się nie martwić. Ehh..
Jest po 20.. Siedzę sama w domu. Matka jest w pracy, a Lou u kolegi na urodzinach, Wróci późno, o ile dziś wróci.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Zbiegłam na dół. Mama pracuje do rana. A Louis nigdy nie wraca tak wcześnie. Powoli otworzyłam drzwi. To co zobaczyłam przeraziło mnie.
Za drzwiami stał Harry.. To jak wyglądał.. Jego twarz była cała podrapana i tworzyły się na niej małe, fioletowo-żółte sińce. Z nosa wypływał strumyk krwi. Rozmazana, czerwona, zaschnięta ciecz była przyklejona do jego rąk. Jego warga była rozcięta i spuchnięta. Zielona koszulka, którą miał na sobie była ubrudzona krwią i ziemią, była trochę potargana.
- Harry?- prawie pisnęłam.- Boże, co się stało.
- Mogę wejść?- wyszeptał, spuszczając głowę. Złapałam jego dłoń i wciągnęłam go do środka. Gdy zamknęłam drzwi, zaprowadziłam go do salonu i posadziłam w fotelu. Pobiegłam do kuchni po apteczkę. Wzięłam jeszcze kubek z herbatą i wróciłam do bruneta.
Siedział dalej na tym samym miejscu i wpatrywał się w swoje kolana. Usiadłam na nich, a gdy dotknęłam jego brzucha, syknął. Wzdrygnęłam się i delikatnie podwinęłam materiał koszulki do góry. Na jego idealnie wyrzeźbionym brzuchu formował się ogromny siniak. Moje oczy zaszły łzami.
- C-co się stało?- wymamrotałam. Wiele razy opatrywałam jego rany, ale zwykle to była tylko rozcięta warga, czy rozcięta brew.
- Byłem komuś winny pieniądze..- wyszeptał.- Nie spłaciłem ich na czas. W poniedziałek mnie znaleźli.. Grozili, że zrobią coś mi i tobie.- przeszedł mnie dreszcz.- Dali mi czas do dzisiaj. Zdobyłem kasę, ale i tak oberwałem..
Wzięłam gazik i nalałam na niego wodę utlenioną. Przejechałam nim po jego rozciętej wardze. Drygnął lekko.
Gdy obmyłam jego twarz wstałam i zabrałam wszystkie brudne gaziki. Bez słowa poszłam do kuchni. Wyrzuciłam zawartość moich rąk do kosza i wyciągnęłam lód z zamrażalki. Gdy się odwróciłam, dostałabym zawału. Hazz stał za mną i wpatrywał się we nie.
- Przyłóż to do brzucha, nie będzie tak boleć.- podałam mu lód. Wziął go ode mnie, ale dalej patrzył na mnie tym przenikliwym wzrokiem.
- Jesteś zła.- wyszeptał.- Wiem, że jestem głupi..
- Jak możesz się tak narażać?! Harry. Gdyby było jeszcze gorzej? Chce cię mieć w całości!- z moich oczy wypłynął wodospad łez. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
- Słońce.. Nie płacz..- wtulił policzek w moje włosy.
Wzięłam jego dłoń i pociągnęłam do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i patrzył co robię. Wyszłam do łazienki i wzięłam koszulkę brata. Wróciłam d
o niego. Usiadłam na jego kolanach i ostrożnie ściągnęłam z jego koszulkę. Siniak na jego brzuchu był coraz bardziej widoczny. Znów nazbierały mi się łzy w oczach.
- To nic..- powiedział Styles z lekkim uśmiechem i cmoknął moje usta. Złapał mnie w talii i podniósł lekko. Położył się na poduszkach, a mnie usadził na swoich udach. Wzięłam lód, który Loczek położył na szafce nocnej i obłożyłam nim obolałe ciało chłopaka. Wzdrygnął się lekko. Uśmiechnęłam się. Pochyliłam się i pocałowałam jego wyrzeźbiony tors w miejscu, gdzie znajdował się tatuaż przedstawiający motyla. Czułam jak napina mięśnie.
- Połóż się obok mnie.- mruknął. Zdjął lód. Położyłam się po jego prawej stronie. Przyciągnął mnie do siebie.
- Jesteś straszną przylepą Harry.- zaśmiałam się.- Będziesz u mnie spał?- Jutro szkoła.- wzruszyłam ramionami.- Wagary?
- Raz w roku mogę.- wyszczerzyłam zęby. Loczek złączył nasze usta.- Lubię jak siedzisz bez koszulki.
- Na prawdę.- poruszył wymownie brwiami. Zaśmiałam się. - Też chciałbym zobaczyć ciebie bez koszulki.
Jego dłoń zsunęła się do krawędzi mojej szarej bluzki. Podciągnął ją lekko do góry. Wstrzymałam oddech.
- Hazz nie..- pisnęłam łapiąc jego nadgarstek.
- Dlaczego?- spojrzał na mnie spod wachlarza długich rzęs.- Kotku nic ci nie zrobię. Ufasz mi?
Przytaknęłam. Wpił się w moje usta. Podciągnął szary materiał po pasek biustonosza. Mój oddech przyśpieszył. Muskał delikatnie moje usta. Pisnęłam, gdy podniósł mnie.
- Alex.. Nie zrobię ci krzywdy kochanie.- jego twarz znalazła się nad moją. Koszulka wróciła na swoje miejsce. Znów złączył nasze usta i wrócił na swoje miejsce. Uśmiechnął się do mnie. Wtuliłam się w jego bok.
Do domu ktoś wszedł.
- Aleeeeex!- głos Lou dobiegł mnie z dołu. Nie był trzeźwy.
- Jestem u siebie braciszku!- odkrzyknęłam mu. Słyszałam jak wchodzi po schodach. Drzwi mojego pokoju otworzyły się.
- Moje gołąbeczki! O jak słodko!- zaśmiał się.
- Cześć Tomlinson.- mruknął Harry, wtulając się we mnie.
- Ruchałeś moją siostrę?- odezwał się nagle Louis.
- Co?!- warknął Harry zrywając się z łóżka.
- Nic, nic.- zaśmiał się Louis.. On nie był pijany.. On był naćpany.
- Braciszku.- podeszłam do niego.- Brałeś coś?
- Nie twój interes.- wyszczerzył swoje białe zęby.- Cnotka niewydymka.- zaśmiał mi się w twarz.
Moje oczy zaszły łzami.
- Lou..- wymamrotałam. Dalej wszystko działo się tak szybko. Harry wymierzył cios w brzuch mojego brata po czym wyprowadził go z mojej sypialni. Zwinęłam się w kłębek i usiadłam na podłodze.. Czy on na prawdę tak o mnie myśli?..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz